5 BŁĘDÓW, KTÓRE POPEŁNIŁAM BĘDĄC MAMĄ DWU LATKA I WCALE SIĘ ICH NIE WSTYDZĘ!

Jeszcze dwa miesiące i Olivier będzie miał dwa latka. Nadal nie mogę w to uwierzyć jak ten czas szybko leci, a ja nie mogę go zatrzymać. Jako matka idealna jestem  ciągle wyspana, wypoczęta i zawsze mam ochotę na zabawę z moim dzieckiem. Potrafię na poczekaniu zaśpiewać wszystkie piosenki, które dzieci aktualnie śpiewają w żłobku, a z każdego skrawka papieru zrobię origami. A lepszych obiadów niż u mnie to nie zjecie :) Macie wrażenie jakbyście czytały mamuśki o sobie? No właśnie, JA TEŻ NIE! Bo matki idealne nie istnieją. Nawet moja mama taka nie była i za to jej ogromnie dziękuje, bo idealne matki są PRZEREKLAMOWANE!

Dziś przyznam się bez bicia do moich 5 błędów, które popełniłam jako świeżo upieczona mama i absolutnie się ich nie wstydzę. Myślę, że gdyby tylko takie niedoskonałości mieli wszyscy rodzice, to nasze dzieciaki byłyby najszczęśliwsze na całym globie.

1. Panika z powodu błahostek. 
Czy to katar? O nieeee pilnie musimy jechać do lekarza, przecież sami go nie wyleczymy? A może on ma już zapalenie płuc? Za każdym razem, gdy Oliś tylko zakaszlał stałam już na baczność i trzęsłam się ze strachu, że mu coś dolega. Na szczęście synek prawie w ogóle nam nie chorował. Może dwa razy zdarzyły się drobne infekcje ale na tym zazwyczaj się kończyło. Dopiero jak poszedł do żłobka zaczął przynosić różne infekcje. Lecz do tego czasu zdążyłam się już uodpornić na różne zmiany w jego stanie zdrowia ...

2. Noszę Oliviera na rękach od kiedy tylko pamiętam.
Ile razy ja to słyszałam: "Nie noś go na rękach, bo się przyzwyczai, a potem będziesz miała z nim kłopot" Really? Największa bzdura jaką słyszałam. Przecież dziecko już w brzuchu mamy zaczyna się przyzwyczajać do noszenia. A zresztą to moje dziecko i będę je nosić na rękach tak długo jak chcę i nikomu nic do tego! Tak w ogóle to noszenie dziecka na rękach daje mu ogromne poczucie bezpieczeństwa.

3. Jedzenie wszędzie byle nie w krzesełku. 
Mały w krzesełku zjada śniadanie i obiad. A przekąski... Hmm... No cóż... Z tym bywa już nieco gorzej. Oliś jest małym niejadkiem. Dlatego często, by zainteresować go jedzeniem robię mu małe przekąski. Kładę je następnie na niskim stoliku w pokoju by Olivier mógł w każdej chwili po nie sięgać. W rezultacie odkurzam 4 razy dziennie :).

4. Spanie razem w jednym łóżku. 
Chodź od samego początku zapierałam się, że nigdy synek nie będzie z nami spał, to dziś mogę spokojnie powiedzieć, że cofam te słowa. Zarówno mi jak i mojemu mężowi nie przeszkadza, gdy nagle w środku nocy, bądź też całkiem nad ranem zjawia się niczym szpieg ktoś (nie)spodziewany w naszym łóżku. Wręcz przeciwnie. Uwielbiamy poranne przytulańce. Faktem jest, że czasem dostaniemy z łokcia, szczególnie gdy młody przekręca się z brzucha na plecy, a potem jeszcze raz na bok i tak kilka razy w ciągu nocy. To jego miejsce w którym czuje się bezpiecznie i absolutnie nie mam zamiaru mu tego odebrać.

5. Jedzenie kaszki podczas zasypiania. 
Tak, dawałam synkowi na noc butelkę ze słodką kupną kaszką, gdyż myślałam, że jego częste pobudki w nocy spowodowane były głodem. Oczywiście myliłam się, bo on wcale nie był głodny, po prostu miał taki kaprys, że budził się co 3, 4 godziny i tak aż do ukończenia półtora roku. Dopiero po tym czasie zaczął przesypiać nam prawie całe noce. Wiadomo, że ten produkt to żadna trucizna, ale w naszym przypadku wspomniane nocne dokarmianie doprowadziło do pierwszych ognisk próchnicy butelkowej. Na szczęście szybko udało nam się to zauważyć i zaleczyć dzięki dobremu stomatologowi dziecięcemu ( więcej tutaj ).

RECENZJA KSIĄŻKI - ALCATRAZ KONTRA BIBLIOTEKARZE. #1 PIASEK RASZIDA

Wreszcie doczekaliśmy się świetnej pozycji skierowanej gównie do młodego czytelnika. Brandon Sanderson „Alcatraz kontra Bibliotekarze. #1 Piasek Raszida” to błyskotliwa, zabawna i pełna wartkiej akcji książka, która zachwyci niejednego nastolatka. Gdy tylko do mnie dotarła wiedziałam, że przeczytam ją w jeden wieczór (no prawie), ale zacznijmy od początku.

W pierwszym tomie cyklu poznajemy Alcatraza Smedry'ego (tak, tak jego imię brzmi tak samo, jak nazwa znanego więzienia), osieroconego chłopca, który dostał dwudziestą siódmą szansę by mieć normalną rodzinę. Miał on niestety niebywały "talent" do niszczenia wszystkiego czego tylko się dotknie i to w sposób nieświadomy. Alcatraz w swoje trzynaste urodziny niespodziewanie dostaje paczkę ze spadkiem po nieżyjących już rodzicach – a w niej tajemniczy woreczek z piaskiem. Nagle w tym samym dniu paczka znika, a losy całego świata stają się zależne od tego do kogo dana przesyłka trafi. Jeśli ten tajemniczy Piasek Raszida dotrze w niepowołane ręce okropnych Bibliotekarzy (tajna, niebezpieczna i złowroga organizacja, która rządzi światem), zdobędą oni absolutną władzę. Bibliotekarze mogą niszczyć królestwa, unicestwić kultury i władać całym światem. Czy Alcatrazowi uda się ich powstrzymać, uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talent do bycia wyjątkową ofiarą losu? Sprawdźcie to koniecznie! :)

W wielkim skrócie. Piasek Raszida to interesującą książką, która stanowi świetną pozycję dla osób szukających czegoś lekkiego, a zarazem niezwykle zabawnego i przyjemnego w czytaniu. Nie wymagajmy zatem od tej powieści, skomplikowanej i niezwykłej konstrukcji, bo nie z takim zamiarem została ona napisana. Co o niej myślę? Szczerze?! Już nie mogę się doczekać drugiego tomu! Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg przygód niesfornego Alcatraza i jego przyjaciół.

"Ludzie nigdy nie są zadowoleni, gdy ujawniasz, że tkwią w błędnych przekonaniach."

"Pamiętajcie: mimo że ta książka sprzedawana jest jako powieść "fantastyczna", musicie traktować wszystko, co w niej przeczytacie, z absolutną powagą, bo są to rzeczy ważne, w żadnym razie nie głupie i zawsze mają sens."





*Za możliwość przeczytania bardzo dziękuje wydawnictwu IUVI

ŚWIAT W MINIATURZE, CZYLI MAKIETA KOLEJOWA W BORÓWCU


W miniony weekend zabraliśmy naszego małego fana kolei do Borówca. Była to pierwsza wizyta Oliviera w świecie miniatur.  Makieta, którą odwiedziliśmy znajduje się w niewielkiej odległości od Poznania - kierunek Kórnik. Droga ze Swarzędza zajęła nam około 15 minut. Za bilet normalny zapłaciliśmy 20 zł. Wejściówka z ulgą to koszt 15 zł, dzieci zaś do lat 3 wchodzą za darmo. 

Makieta powstała z inicjatywy Pana Roberta Glista - pilota cywilnego, który od najmłodszych lat pasjonował się modelarstwem. Stwierdzenie, iż pasja rodzi profesjonalizm ma tu 100% pokrycia. Całość została wykonana z niespotykaną starannością, precyzją i szczegółami. 

Od przekroczenia progu Olivier oszalał ze szczęścia. Nie wiedział na czym ma się skupić. Tyle aut i pociągów w jednym miejscu. Szok! Radości nie było końca. Składy kolejowe w ruchu, samoloty latające nad głową i pokaz miasta nocą to tylko nieliczne atrakcje, które możemy zobaczyć i doświadczyć zwiedzając ten wspaniały świat miniatur. Reasumując jeśli chcecie zobaczyć największą i zarazem najciekawszą w Polsce makietę, koniecznie zatrzymaj się w podpoznańskim Borówcu. Prawdziwa gratka dla miłośników modelarstwa kolejowego i nie tylko! Chętnych do oglądania makiety nie brakuje! Z resztą co będziemy więcej pisać. Zobaczcie zdjęcia!


BYE BYE WEEKEND

To nie żadna tajemnica, iż pomimo pełnej organizacji nie mam za wiele wolnego czasu na wspólne wygłupy i regularne spacery ze swoim dzieckiem. Codzienne obowiązki pochłaniają sporo energii oraz bardzo wiele cennych godzin. Od kiedy jestem mamą każdy dzień przelatuje bezwiednie, jak piach przez palce. 
Są takie dni, gdy kładę go do łóżeczka, całuje w czółko, mówię czule dobranoc, zamykam drzwi i wychodzę. Widzę go ponownie następnego dnia i znów tylko na parę chwil. Gdyby nie te dwa wolne dni w tygodniu to nie przeżyłabym tak długiej rozłąki z synkiem. Szczególnie gdy wiem, że wspólne celebrowanie chwil jest bardzo ważne na każdym etapie rozwoju dziecka.

Życie to nie film, powtórki nie będzie!

Dlatego jestem przeszczęśliwa, gdy w końcu znajdujemy chwilę i siadamy wszyscy razem przy stole planując jak w 100% wykorzystać każdy czekający nas weekend. Później nie zostaje nam nic innego jak wziąć pod pachę aparat i ruszać za miasto :)
W tym roku mam kompletny niedosyt śniegu, który spadł w Poznaniu tylko na krótką chwilkę po czym zaraz stopniał. Na szczęście w pewną sobotę udało nam się troszkę z niego skorzystać i poczuć smak prawdziwej zimy. Nie obyło się również, jak widać bez kilku zdjęć :)

MAMA
płaszcz Newlook / Buty Hunter / Sweter New Look

OLIVIER
Kurtka / D&D
Buty / Antylopa
Spodnie / Next

OBŁĘDNIE SMACZNY WARSTWOWY DESER Z BANANÓW, DAKTYLI I WIŚNI


Naszła nas dzisiaj ochota na coś słodkiego. Ale co zrobić gdy w domu nie ma słodyczy? Szybki przegląd lodówki i domowej spiżarki niekiedy może zdziałać cuda! Reasumując całkiem przypadkiem wyszło nam coś smacznego i nieskomplikowanego. Nic nie będzie lepszym substytutem łakoci, niż pożywny i orzeźwiający deser. 
Mamy dla Was niezwykle łatwy przepis, który można dowolnie modyfikować z ulubionymi owocami.

A oto i składniki na jeden deser:

1. Warstwa kakaowa:
- 4 daktyle
- 2 banany
- 2 łyżki kakao
- 2 kostki gorzkiej czekolady
2. Warstwa wiśniowa:
- mrożone wiśnie - według uznania. Zużyliśmy garść na porcję.
- 1 banan
3. Posypka: 
- wiórki kokosowe (ale nie jest to konieczne)

Zmiksuj osobno każdą warstwę. Następnie wlewaj delikatnie jedną na drugą do słoika, posyp wiórkami kokosowymi i voilà!


Wygląda smacznie, prawda? 
Jesteśmy zatem pewni, że ów twór przypadnie Wam do gustu!