Lifestyle

Z DZIECKIEM NIE ODPOCZNIESZ! URLOP Z MALUCHEM...

lipca 27, 2016 Slomkowo 4 Komentarzy




Po całym roku ciężkiej harówy czas spakować walizki i wybrać się na upragniony, długo wyczekiwany i wymarzony urlop. Niby fajnie, sama przyjemność. Niekiedy w organizację udanego urlopu trzeba włożyć nieco więcej serca. Tak też było w naszym przypadku. Wszystko to za sprawą małej, kochanej istotki, która przez ostatnie kilkanaście miesięcy przewróciła nasz świat do góry nogami. Planując wypoczynek z tak małym dzieckiem jakim jest Olivier spotkaliśmy się z różnymi opiniami. Mówili, że z dzieckiem nie wypoczniemy, że będzie to utrapienie, a nie wypoczynek. Komentarzy nie było końca. Pewnie niejeden rodzic dziecka poniżej drugiego roku życia stanał przed tak trudnym wyborem. Jechać czy nie jechać? Lecieć czy nie lecieć? A może zostać w domu? Na pewno NIE! Pozwólcie, że podzielę się z Wami własnymi doświadczeniami.

Urlop zaplanowaliśmy na pierwsze tygodnie lipca. Stawialiśmy na wyjazd zagraniczny - z przelotem. Nie mieliśmy wykupionej wycieczki, łapaliśmy okazje na gorąco korzystając z ofert typu LAST prezentowanych przez biura podróży. Wstępnie myśleliśmy o greckich wyspach. Braliśmy tu pod uwagę krótki czas przelotu, co w przypadku pierwszej podróży lotniczej małego brzdąca jest ponoć wskazane. Niestety lipiec to nie najlepsza pora na szukanie ofert, ale mimo to wszystko się udało. Trafiliśmy na fajną opcję wypoczynku na Wyspach Kanaryjskich, a dokładnie na Lanzarote. UWAGA! Czas przelotu z Poznania ok. 5 godzin! Zapowiadało się na prawdę groźnie, ale po kolei...

1) LOT SAMOLOTEM


Tego baliśmy się najbardziej - przede wszystkim mąż. Obawialiśmy się, że nasze żywe sreberko nie usiedzi w miejscu w szczególności podczas startu i lądowania, gdzie dziecko musi siedzieć z przypiętymi pasami na kolanach rodzica. Stres był niepotrzebny. Przed wylotem w miarę możliwości tłumaczyliśmy i pokazywaliśmy Oliemu o co chodzi z tym lataniem :). Już przed urlopem na hasło "samolot" mały spoglądał w niebo pokazując paluszkiem. Lecąc z dzieckiem, na pokład zabraliśmy książeczki, bajki na tablecie, zabawki, maskotki, soczki, chrupki itd. Reasumując, Olivier podróż zniósł bardzo dzielnie, udało mu się nawet uciąć dwugodzinną drzemkę. Stewardessy będące na pokładzie były bardzo pomocne. Na życzenie przynosiły wrzątek do przygotowania mleka lub kaszki. Podróż dzielnie zniósł również nasz wózek Greentom przewieziony bezpiecznie i bezpłatnie w luku bagażowym. Co więcej po wylądowaniu czekał już na nas przy samolocie.



2) POBYT - HOTEL


Wybierając zakwaterowanie warto zorientować się czy istnieje możliwość doposażenia pokoju w łóżeczko turystyczne. W hotelu VIK CORAL BEACH, w którym się zatrzymaliśmy było to w standardzie. Co więcej ulokowano nas w 3-pokojowym apartamencie z pełni wyposażoną kuchnią. Było to dla nas bardzo duże ułatwienie, niemniej jednak tak czy siak zabraliśmy ze sobą podgrzewacz do butelek. Był to dobry ruch, gdyż kaszka i mleko to w trakcie pobytu numer 1 w diecie naszego skarba. Jedzenie serwowane w hotelu nie przypadło Olivierowi do gustu. Jadł on w większości owoce: melony, arbuzy i banany. Musieliśmy się nieźle napocić, aby zjadł coś bardziej konkretnego. Być może nie przypadły mu do gustu tamtejsze przyprawy? Nie mam pojęcia. Wracając do rzeczy niezbędnych z przeznaczeniem dla Oliviera nie mogło również zabraknąć kremu do opalania UV50, nakrycia głowy oraz akcesoriów do pływania (kółeczko oraz pianka-strój).


3) ZWIEDZANIE

 

Tak się ostatecznie złożyło, że hotel był jedynie naszym przystankiem na posiłki i spanie. Niektórzy twierdzą, że zwiedzanie z małym dzieckiem jest niemożliwe. To totalna bzdura! Rodzice, bądźcie kreatywni! Wiele dzieci uwielbia podróżowanie samochodem. Bez wahania i większego trudu wypożyczyliśmy na wyspie rodzinnego OPLA wyposażonego w fotelik dziecięcy. Samochód przywieziono nam do hotelu - to duża wygoda. Całość załatwiliśmy przez Internet. Dzięki temu rozwiązaniu w niespełna 3 dni zwiedziliśmy największe atrakcje Lanzarote (o tym już niebawem). Byliśmy tym samym całkowicie niezależni od wszelkich grup wycieczkowych. Gdy tylko zwróciliśmy wypożyczone auto, skorzystaliśmy również z miejscowej komunikacji miejskiej. Olivier był zachwycony - pierwszy raz jechał autobusem.


Reasumując urlop z dzieckiem to wspaniała rzecz. Nie wyobrażam sobie wyjechać sama z mężem, nie zabierając w podróż naszej pociechy. Szczerze nie rozumiem ludzi, którzy co roku zostawiają dziecko z dziadkami.  Na pewno ja nigdy tego nie zrobię. Jeszcze raz polecam szczerze wszystkim taką formę wypoczynku!

 
 
 
 
 

4 komentarze:

  1. Świetnie! Ja od zawsze powtarzam, że dziecko to żadna przeszkoda! My we wrześniu z naszą 2 urwisów wybieramy się autem do Toscani! Dla chcącego nic trudnego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TOSKANIA? BOSKO! Ale czad! Życzę Wam cudownej podróży :)

      Usuń
  2. Z dzieckiem nie da sie wypączać ale jest wiele radości. Mając dziecko wszystko się zmienia to jasne ale czy to znaczy ze trzeba siedzieć z nim tylko w domu? Jasne ze nie, wyjazdy z dzieckiem tez mogą być przyjemnością i to jeszcze jaką. My z mężem również w tym roku pojechaliśmy ale wybralismy Polskie roztocze, mój 17 miesięczny smyk miał też z wyjazdu wiele radości jak i my.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwiedzanie z dzieckiem jest możliwe i, choć może nie jest to spokojny wypoczynek, jaki pamięta się z czasów sprzed dziecka, rodzice, którzy pracują i tak odpoczywają, bo po pierwsze - mają głowię wolną od problemów związanych z pracą i przede wszystkim są z dzieckiem:)

    OdpowiedzUsuń