Podróże

MAZURY / RUCIANE-NIDA / W PODRÓŻY Z DZIEĆMI

sierpnia 15, 2018 Slomkowo 4 Komentarzy


Od dłuższego już czasu szukaliśmy idealnego miejsca na wakacyjny, rodzinny wypoczynek. Tym razem postawiliśmy na Polskę. Wspólnie z Wojtkiem doszliśmy do wniosku, iż Mazury będą idealnym pomysłem, a także kolejnym ważnym punktem na naszej słomkowej, podróżniczej mapie.

Wbrew wszelkim obawom (do pokonania było aż 450 km z niemowlakiem) zdecydowaliśmy się na Ruciane-Nida. Niewiele czekając zabraliśmy się za planowanie. Wiedzieliśmy, iż z uwagi na malutkiego Marcela wymagane będą częste przystanki. Nie mogliśmy zapomnieć także o Olivierze. Potrzeby trzylatka w trakcie podróży bywają często imponujące. O naszych sprawdzonych sposobach na zajęcie dziecka w podróży pisaliśmy już TUTAJ.

PODRÓŻ

Zanim się obejrzeliśmy nadszedł dzień wyjazdu. Nasz bagażnik pękał w szwach. Jak mówi pewne stare polskie przysłowie: „Kto za sobą nosi, nikogo nie prosi”. Trochę jest w tym wszystkim prawdy, nie sądzicie? Do spakowania były dwa wózki, hulajnoga, aparat, apteczka, plecak Oliviera, Marcela, torba mamy i  taty, a także wypełniona po brzegi lodówka turystyczna. Z domu wyruszyliśmy chwilę przed godz. 10:00. Z uwagi na fakt, iż nie lubimy realizować tak dalekich tras „na strzała”, postanowiliśmy zafundować sobie małą atrakcję w postaci dłuższej pauzy w Inowrocławiu. By nie było zbyt idealnie, zgodnie z zasadą „planujesz, krzyżujesz”, utajona choroba lokomocyjna Oliviera zatroszczyła się o kilka dodatkowych przystanków jeszcze przed granicami Gniezna. Nauczka na przyszłość. Wszelkie zapachy, olejki i inne „wunderbaumy” przy następnej podróży bezapelacyjnie zostają w domu. 

Kontynuując, z małymi przeszkodami dotarliśmy wreszcie do Inowrocławia, gdzie skorzystaliśmy z dobrodziejstw Tężni Solankowych. Dla niewtajemniczonych tężnia to budowla z drewna i gałęzi tarniny. Służy do zwiększania stężenia soli w solance. Pełni funkcję ogromnego inhalatora. Mikroklimat powstały wokół tężni wykorzystywany jest m.in. w profilaktyce i leczeniu schorzeń górnych dróg oddechowych, zapalenia zatok, nadciśnienia tętniczego itp. Będąc na miejscu zwiedziliśmy także piękny park oraz skorzystaliśmy z pobliskiego placu zabaw (na miejscu był nawet przewijak). Po półtoragodzinnej przerwie ruszyliśmy dalej w trasę. 

Do pokonania pozostało jeszcze około 300 km. Choroba lokomocyjna Oliviera pojawiła się jeszcze w okolicach Torunia, po czym już nie powróciła aż do końca wyjazdu. Po paru godzinach drogi w towarzystwie krów i bocianów, licznych przystankach, wielu przebranych pieluchach oraz tuzinach fochów docierających z tylnej kanapy dotarliśmy wreszcie na miejsce.
 
NOCLEG

Wraz z zaprzyjaźnioną rodzinką z Wrocławia zatrzymaliśmy się w miejscowości Piaski w obiekcie „Dwór u Papuga”. Do dyspozycji mieliśmy przepiękny, gustownie urządzony, dwupoziomowy, apartament o powierzchni 130m2. Lokal ten bez wątpienia wyposażony był lepiej niż niejedno gospodarstwo domowe. Nie zabrakło tu klimatyzacji, znakomicie wyposażonej kuchni, WiFi czy nawet TV z zakrzywionym ekranem. Schodząc z tarasu mogliśmy bez ograniczeń korzystać z prywatnego basenu, placu zabaw oraz grilla. Wypoczynek w takim miejscu to czysta przyjemność. Gdybyśmy tylko mogli, spędzilibyśmy tu całe wakacje.

DZIEŃ 1

Gdy dojechaliśmy na miejsce, było już po 18:00. Tego dnia nie zwiedzaliśmy wiele. Rozpakowaliśmy tylko bagaże i wybraliśmy się na krótki spacer po okolicy. Nieopodal Portu Piaski, zrobiliśmy kilka pierwszych zdjęć na pomoście. Dzień zakończył się małym integracyjnym spotkaniem wraz z „współlokatorami”.

DZIEŃ 2

Ruciane-Nida. W tym dniu wybraliśmy się do Portu „U Faryja”, by skosztować odrobinę mazurskiej żeglugi śródlądowej. Zdecydowaliśmy się na rejs szlakiem Ruciane-Nida » Guzianka Wielka  (z widokiem na panoramę śluzy). Czas rejsu: 1 godz, Cena: 12 zł, dzieci do 4 lat bezpłatnie. Statek wypływa co godzinę, od 9:00 do 18:00. Było rewelacyjnie! Dzieciom bardzo się podobało. Na statek bez kłopotu można zabrać wózek-gondolę z niemowlakiem. Marcel przespał cały rejs. 

Chwilę po wodnej wycieczce zatrzymaliśmy się na zupie rybnej w restauracji „Amida”. Zobaczcie tylko jaki niepowtarzalny klimat panuje w tym miejscu.

Na koniec zaplanowaliśmy sobie wykonanie rodzinnej sesji zdjęciowej przy zachodzie słońca. Trafiliśmy idealnie, gdyż niebo w tym dniu było zjawiskowe. 


DZIEŃ 3

W trzecim dniu zapragnęliśmy odwiedzić Park Dzikich Zwierząt Kadzidłowo im. prof. Benedykta Dybowskiego. Jest to park znajdujący się w Kadzidłowie w Puszczy Piskiej, na terenie Mazurskiego Parku Krajobrazowego, na trasie pomiędzy miejscowościami Ruciane-Nida i Mikołajki. Park ten obejmuje powierzchnię około 100 hektarów. Położony jest na śródleśnych łąkach co umożliwia bytowanie zwierząt w warunkach zbliżonych do naturalnych. W Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie można zobaczyć m.in. rysie, żubry, bizony amerykańskie bobry, żurawie, a nawet wilki. Niestety w przypadku tej wycieczki spotkało nas niemałe rozczarowanie. Niestety nie mogliśmy zwiedzić tego miejsca. Pomiędzy zagrodami zabrakło normalnych i stabilnych przejść. Do dyspozycji zwiedzających były jedynie drewniane, zbite gwoździami drabiny. Reasumując bezpieczne i wygodne zwiedzanie parku z małymi dziećmi było praktycznie niemożliwe. Co więcej tegoroczny, sierpniowy upał również nie był dobrym kompanem do zwiedzania czegokolwiek „pod chmurką” w godzinach południowych. Kto wie? Może wrócimy tu za parę lat?

W związku z niepowodzeniem, szybko zmieniliśmy kierunek i ruszyliśmy w stronę Mikołajek. Skwar lejący się z nieba ostro dał nam w kość, dlatego postawiliśmy na park wodny Tropikana, znajdujący się na terenie kompleksu hotelowego Gołębiewski. Pomimo wygórowanych cen, możliwość schłodzenia rozgrzanych promieniami słonecznymi ciał była bezcenna. Cennik Aqua Parku w Hotelu Gołębiewski kształtuje się następująco: dorośli - 36 zł/ 1,5 godziny, dzieci do lat 14 - 18 zł/ 1,5 godziny (za okazaniem legitymacji), za każde rozpoczęte, następne pół godziny - dopłata 5 zł od osoby. Dzieci do lat 4 wstęp nieodpłatny.
Po basenie, szybki obiad na mieście i powrót do apartamentu.

 
DZIEŃ 4

Dzień czwarty minął nam głównie pod hasłem "chillout". Przecież po to tu przyjechaliśmy – odpocząć. No przecież ile można biegać? Od rana skorzystaliśmy też z naszego basenu oraz pozostałych miejscowych udogodnień. Wspomniana sielanka jednak szybko nam się znudziła, przez co na koniec dnia ruszyliśmy zobaczyć na własne oczy kolejną mazurską atrakcję, a mianowicie Gród Galindów o którym pisaliśmy już TUTAJ

Zaraz po wizycie u brodatych Galindów, po raz kolejny wybraliśmy się do Mikołajek, tym razem by trochę pochodzić, pozwiedzać i poczuć niepowtarzalny klimat kurortu. Ogromne wrażenie wywarła na nas kładka dla pieszych nad Jeziorem Mikołajskim. To nowoczesny trakt, który od 2016 roku zastąpił starą, czterdziestoletnią konstrukcję. Nowy most przypomina trochę swoim kształtem żagiel, co świetnie wpisuje się w charakter tego miejsca. Most łączy dwa jeziora i znajduje się przy wiosce żeglarskiej.


DZIEŃ 5

To właśnie tego dnia dotarło do nas, że czas wracać do domu. Spakowaliśmy swoje rzeczy, zdaliśmy apartament i ruszyliśmy w stronę punktu widokowego Wysoki Brzeg, nad Jeziorem Śniardwy. 

Dojazd samochodem jest tam nieco utrudniony, lecz nie niemożliwy. Do miejsca prowadzi nas nieutwardzona droga piaskowa, a sam punkt widokowy ukryty jest w lesie. Warto zostawić auto kilkadziesiąt metrów wcześniej, a do celu przejść się spacerem. Widok na miejscu zapiera dech w piersiach. 

Zaraz po „sesji zdjęciowej” nad Jeziorem Śniardwy ruszyliśmy do restauracji "Pod Dębem" by po raz ostatni skosztować lokalnej kuchni (czyt. dobrej rybki). Bardzo polecamy to miejsce. W pobliżu można skorzystać również z plaży oraz bezpiecznego kąpieliska.


To już koniec, czas wracać do domu. To były pięknie spędzone chwile. Wbrew temu co niektórzy opowiadają, nie zaznaliśmy tu tłoku i naporu rozkrzyczanych turystów. Wręcz przeciwnie, było cicho spokojnie i sielankowo. Chcielibyśmy jeszcze raz, kiedyś tu wrócić.


4 komentarze:

  1. Wlasnie tam jedziemy :) dzięki za informacje o parku dzikich zwierząt- córka chciała tam koniecznie iść ,ale skoro jest ciezki do przejścia to nie ma co... Chyba, że da radę z dzidzia ww nosidle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można wziąć dziecko w nosidle lecz mimo wszystko uważam, iż tam jest niebezpiecznie. To są dzikie zwierzęta i nigdy nie wiesz jak zareagować na większą grupę ludzi. My ze względów bezpieczeństwa zrezygnowaliśmy. Zobacz sobie u mnie na Instagramie w okienku MAZURY tam pokazywałam jak wygląda przechodzenie po drabinie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Daj znać, czy byliście w zagrodzie dzikich zwierząt :)

      Usuń