Kulinarne szaleństwa

SPIRULINA-SMOOTHIE. MÓJ ZIELONY ZASTRZYK WITALNOŚCI

października 30, 2018 Slomkowo 0 Komentarzy



Mam totalnego bzika na punkcie smoothie. Każdy dzień zaczynam od filiżanki gorącej kawy bądź właśnie od zielonego smoothie. Uzależniłam się od tego! Oczywiście jest to zdrowe uzależnienie (no... kawa może nie do końca...). Wypicie z samego rana szklanki odżywczego napoju cudownie wpływa na moje zdrowie fizyczne i psychiczne. Mam wrażenie, że lepiej mija mi dzień, gdy żyję ze świadomością, iż z rana spożyłam zdrowy i pożywny "nektar". Dobrej kompozycji smoothie niewątpliwie dostarcza nam mnóstwo energii, witamin i minerałów. Pomaga czuć się w gotowości do działania.  
Z samego rana zazwyczaj nie mam czasu na wykwintne śniadania, dlatego też smoothie to dla mnie strzał w dziesiątkę. Ułatwia mi poranne nasycenie, a jego przygotowanie zajmuje mi mniej niż 5 minut. W naszym domu sprawdza się jako ekspresowe śniadanko, które pijemy w drodze do pracy, czy przedszkola. Smoothie przyrządzam w thermomix'ie, ale tak na prawdę wystarczy zwykły blender. 

Dziś chciałabym podzielić się Wami tajemnicą dotyczącą mojej "super-żywności". Chodzi o spiruline. Od 10 miesięcy nie jem mięsa. Wyeliminowałam go ze swojego jadłospisu, będąc w ciąży z Marcelem. Czy martwiłam się, że mogę zaszkodzić tym dziecku? Nie, ponieważ dość często badałam żelazo, a wyniki wychodziły jeszcze lepsze, niż z okresu kiedy spożywałam mięso. Po obejrzeniu kilku dokumentów i przeczytaniu paru książek podjęłam świadomą decyzję. Uważam, iż dzięki zaczerpniętej wiedzy, sięgam po zdrowsze i bardziej wartościowe jedzenie. Tak jak wspominałam wyżej, dostrzegam ogromną różnicę w samopoczuciu, w kondycji mojej cery, w odporności oraz w  chęci do wszelkiej aktywności. Otworzyłam się na nową kuchnię. Jest mi z tym bardzo dobrze i cieszę się, że podjęłam właśnie taką decyzję. 

Nie od razu zaprzyjaźniłam się ze spiruliną, ze względu na jej dość specyficzny, "glonowaty" posmak. Z początku zaczęłam od małej dawki tj. na szklankę smoothie dodawałam pół łyżeczki spiruliny, cyklicznie zwiększając jej ilość co tydzień. Spirulina to szmaragdowozielona alga. Zawiera w swoim składzie sporo białka, a także wszystkie niezbędne aminokwasy, potas, cynk, wapń, witaminy B1, B2, B3, B6 i B12 oraz witaminy C, D i E.  Ma sproszkowaną postać i dość intensywny algowy smak. W książce "Naturalnie" Agnieszki Cegielskiej wyczytałam, że spirulina posiada w składzie GLA - kwas gamma-linolenowy, który znajduje się także w mleku matki. Przyjmowanie spiruliny obniża poziom cukru we krwi, a co za tym idzie, dzięki niej możemy uniknąć huśtawek nastroju.  Wspiera także nasz układ immunologiczny. 
Z zielonymi glonami spotkałam się po raz pierwszy pół roku temu. Z samego początku sproszkowaną spirulinę łączyłam z wodą i robiłam z niej papkę, następnie nakładałam na twarz. Cera po takiej maseczce wygląda promienie i świeżo. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam dodawać ją do koktajli. To był strzał w dziesiątkę!
Pamiętajcie dziewczyny! Jeśli coś naturalnego działa na nas od wewnątrz, to z pewnością będzie równie dobre na zewnątrz. To niezwykły dar natury, warto z niego skorzystać.

Mój przepis na poranne smoothie 
1 dojrzałe awokado
1 jabłko
1 łyżeczka spiruliny 
sok z limonki
dojrzały banan
garść liści jarmużu
1/2 mango (oczywiście, można i bez niego)

Wszystkie składniki blenduję. 
Pamiętajcie, by przed blenodwaniem dokładnie przepłukać jarmuż. 






0 komentarze: