Podróże

Relacja z wyjazdu w Bieszczady z dziećmi / PART I

września 20, 2019 Słomkowo 2 Komentarzy


Ze względu na wakacyjną przerwę Olivierka i dwójkę biegających maluchów w domu, musiałam tytułową relację nieco odłożyć w czasie. Lecz już jest! Dziś otwieram przed Wami nasze wakacyjne wspomnienia z lipcowej podróży w Bieszczady.
Post będzie długi, więc zaopatrzcie się w kubek gorącej kawki lub herbatki. Jeśli jesteście gotowi to zaczynamy! 

Wyjeżdżaliśmy z Poznania na mapie zaznaczyliśmy kilka punktów, które chcieliśmy po drodze odwiedzić wraz z  naszymi chłopakami. Zacznijmy od trasy. Jako środek transportu wybraliśmy oczywiście samochód. Na pierwszy dzień zaplanowaliśmy przejazd w relacji Poznań -> Kraków z noclegiem w podkrakowskiej Wieliczce. To prawie 5 i pół godziny drogi, nie licząc różnych przystanków robionych po drodze.


Dzień 1 
Poznań - Częstochowa -> Ruiny zamku w Olsztynie k. Częstochowy -> Kraków (Noc w Wieliczce)

Z domu wyjechaliśmy około godziny 9:00, zaraz po porannym śniadanku. W naszym przypadku bez różnicy czy jedziemy wieczorem, czy rano , gdyż chłopcy znakomicie znoszą podróż o każdej porze dnia i nocy.  Na każdy wyjazd zabieramy torbę różnych zabawek. To sprawdzony sposób na nudę. Pierwszy obowiązkowy przystanek to Częstochowa - Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze. Zrobiliśmy tam długi spacer, wyciszyliśmy się, po czym zjedliśmy przepyszną, gigantyczną kremówkę i ruszyliśmy dalej w trasę. W drodze do Krakowa zatrzymaliśmy się także zobaczyć na własne oczy ruiny zamku leżącego na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej w miejscowości Olsztyn. Na tę atrakcję natknęliśmy się całkiem przypadkiem. Krótki spacer, kilka pamiątkowych zdjęć i dalej kontynuowaliśmy podróż do Krakowa.

Do Krakowa zajechaliśmy na wieczór. Od razu ruszyliśmy na starówkę. 
Podczas wieczornego spacerku, udało nam się załapać występy ulicznych artystów. Niesamowity klimat!
Wakacje rządzą się swoimi prawami i lody można jeść o każdej porze :)
Głodni po długiej podróży udaliśmy się do Chopin Restaurant. Nie było łatwo o wolny stolik, szczególnie w ten ciepły lipcowy wieczór. Mimo ciężkich poszukiwań udało się! Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję tam być, to polecam Wam zamówić pierogi ruskie :) W tak uroczym miejscu smakują wybornie!

Mimo krótkiej, krakowskiej eskapady, stanowczo stwierdzam, iż jestem tym miastem zachwycona. Zauroczyły mnie te małe malownicze uliczki. Z ogromną przyjemnością wrócę tu na dłużej. W Krakowie zdecydowanie częściej niż w Poznaniu, można spotkać zagranicznych turystów. To piękne, że chętnie przyjeżdzają, odwiedzają nasze zabytki oraz poznają kulturę. A propos zabytków. Wiedzieliście, że Wieża Ratuszowa w Krakowie jest własną wersją krzywej wieży w Pizie?  Jej odchylenie od pionu wynosi 55 centymetrów! A Wy? Mieliście okazję już być w Krakowie?

Trzy dni przed urlopem zarezerwowaliśmy sobie na Booking'u Hotel Lenart pod Krakowem w bardzo atrakcyjnej cenie. Stamtąd mieliśmy 15 minut spacerkiem do kopalni soli oraz 15 minut samochodem do centrum Krakowa. Hotel ten to idealna baza wypadowa nawet na kilka nocy. 


Dzień 2
Kraków -> Wieliczka 
Na drugi dzień zaplanowałam, zwiedzanie Ogrodu Doświadczeń im. Stanisława Lema w Krakowie – (o którym pisałam więcej Tu) oraz 2,5 godzinne zwiedzanie Wieliczki w ramach programu „Solilandia Rodzinna" (Tu zapraszam na relację.) 
Po Wieliczce zabraliśmy raz jeszcze naszych chłopaków na spacer po krakowskich uliczkach.

Będąc w Krakowie, koniecznie chciałam zabrać maluchy na Archeologiczny Ogród Zabaw, który został zaprojektowany przez "Pracowniak", lecz jest on zamykany o godzinie 19:00. Niestety dojechaliśmy na miejsce zbyt późno i podziwialiśmy go tylko przez kraty. Pod powyższym linkiem przeczytacie o samej idei miejsca, podziale na strefy oraz w jaki sposób park w ogóle powstał. Podobno każdego dnia miejsce to jest licznie odwiedzane przez krakowian i turystów.  Liczę, że kolejnym razem uda nam się zaliczyć to miejsce :)
W danym dniu do hotelu wróciliśmy dosłownie o północy. Tuż przed samym powrotem zajrzeliśmy jeszcze na Kaźmierz. Nie mam niestety tamtąd żadnych zdjęć. Aparaty i telefony totalnie nam się rozładowały. Do tego troszkę się pogubiliśmy. Lecz szukanie samochodu było dla Oliviera największą atrakcją.

Dzień 4
Wieliczka -> Bezmiechowa Dolna (230 km, 3 godziny drogi)

Półtora tygodnia przed naszym wyjazdem zarezerwowaliśmy domek w miejscu o nazwie "Leśny Zakątek" znajdujący się we wsi Bezmiechowa Dolna, 23 km od Arłamowa i 15 km od Polańczyka. Trochę się obawialiśmy, czy teren dla naszych bąbli nie będzie za ogromny i zbyt spadzisty. Lecz po zarezerwowaniu nie było już odwrotu. I całe szczęście! Bo gdy dojechaliśmy okazało się, że te miejsce jest wręcz stworzone dla rodzin z dziećmi. Naprawdę lepiej nie mogliśmy trafić... Miejsce absolutnie fantastyczne i  całkowicie bezpieczne. Drugi domek był zajęty przez dziewczyny, które urządziły przyjaciółce panieński i mimo, głośnych rozmów, śmiechów wcale nam to nie przeszkadzało. 
Na miejscu do naszej dyspozycji był sprzęt do grillowania oraz palenisko z którego codziennie wieczorkami korzystaliśmy. Ogromny plus za bezpłatne i szybkie WiFi.
Na pochwałę zasługuje też piękny plac zabaw dla dzieci. W wolnej chwili graliśmy w minigolfa, skakaliśmy na trampolinie, czy kopaliśmy piłkę. Ogród przygotowany był do wszelakiej rekreacji. W przypadku deszczowej pogody w domku mieliśmy do dyspozycji dużo zabawek, gry i książeczki dla najmłodszych. Tuż obok domku stał duży basen, w którym udało nam się raz wykąpać, bo większość czasu  zwiedzaliśmy pobliskie tereny. Właściciele sympatyczni i życzliwi, dali nam wskazówki co warto w ich okolicach zobaczyć. Odpoczynek wśród natury był strzałem w dziesiątkę! Sami widzicie, nasze obawy były bezpodstawne! Idealne miejsce żeby odpocząć od miejskiego zgiełku. Z całego serca polecamy tym, którzy cenią sobie ciszę, spokój oraz obcowanie z naturą.
Cena noclegu za całą rodzinkę na dwie noce wyniosła nas 600 zł. 

Już sobie wyobrażam jak tam musi być jesienią pięknie, kiedy liście żółkną i  spadają z drzew!
W domku mieliśmy aneks kuchenny z kuchenką mikrofalową, lodówką oraz prywatną, solidnie wykończoną łazienkę z prysznicem. Wszystko to w zachowanym dobrym,  góralskim guście:)
Mama w kuchni i od razu maluszki się zlatują, bo wiedzą, że zaraz będzie na stole coś dobrego :)

Na górze była nasza sypialnia i pokój chłopców :)
Po rozpakowaniu walizek, wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy na Chatkę Puchatka. Mieliśmy do celu około 65 km tj. ok. godzina drogi. Na miejscu przybyliśmy około 15:00. Na campingu gdzie zostawiliśmy auto odradzono nam wejście z uwagi na szybko postępujące, górskie ciemności. Lepiej nie ryzykować wejścia w takich warunkach, szczególnie z małymi dziećmi. Zdobycie Połoniny Wetlińskiej przesunęliśmy na później, o czym napiszę już niebawem. 
Pod koniec dnia postanowiliśmy udać się na słynny punkt widokowy - obecnie lotnisko szybowców, które znajduje się niedaleko naszej bazy noclegowej - Bezmiechowa Górna.

I tak zastała nas noc. Jak widzicie udaje nam się dość intensywnie zwiedzać z chłopcami. Nasze dzieciaczki uwielbiają jeździć samochodem. Marcel praktycznie przez całą drogę rozmawia po swojemu z Olivierem. Mamy czasami z nimi naprawdę niezły ubaw. 
Gdy tylko położyliśmy maluszki spać, rozpaliliśmy ognisko i siedzieliśmy tak prawie do 2 nad ranem. Każdej nocy mieliśmy wspaniałe, gwieździste niebo. Coś pięknego! Zresztą spójrzcie poniżej :)

Dzień 5 
Zamek Sobień -> Kamień Leski

To był deszczowy i pochmurny dzień. Lecz z zaplanowanego wyjazdu nie chcieliśmy zrezygnować. Wiedzieliśmy, że za moment te pochmurne niebo się rozjaśni. Nie pomyliliśmy się. Spakowaliśmy plecaki i ruszyliśmy do rezerwatu przyrody znajdującego się na terenie gminy Lesko. Od naszego domku mieliśmy tam zaledwie 8 km, wiec szybko dojechaliśmy na miejsce.
Z parkingu wędrowaliśmy leśną ścieżką, do której trafiamy na ruiny średniowiecznego zamczyska, skąd rozprzestrzeniał się przepiękny widok. Miejsce zdecydowanie warte zobaczenia. Zaliczycie go w 15 minut i zrobicie sobie pamiątkowe zdjęcie z pięknym widokiem na dolinę Sanu. Nawet jeśli nie interesujecie się historią, to warto dla samych widoków to miejsce odwiedzić. 



Następnie z parkingu wsi Glinne niedaleko Leska udaliśmy się zobaczyć Kamień Leski.
Zdecydowanie jest to punkt obowiązkowy dla fanów Watahy, ponieważ pod nim było kręconych kilka scen. W tym miejscu trzeba być naprawdę bardzo ostrożnym i trzeba uważać na małe dzieci, momentami jest bardzo wysoko. Na chwilę chłopaków zostawiłam na dole i poszłam sama na górę obadać teren. Jest naprawdę dość spadziście, więc jeśli Wasze maluchy nie patrzą pod nogi i pędzą przed siebie, abolutnie odradzamy wspinaczkę na górę. Miejsce na żywo zrobiło na nas ogromne wrażenie, minus za słabe oznakowanie tego punktu. 
Wracając do samochodu dopadł nas deszcz, cale szczęście udało nam się zgodnie z planem wszystko zobaczyć i bezpiecznie wrócić do domku.  



I tak minęły nam dwa cudowne dni w Leśnym Zakątku. Tymczasem czas na zmianę miejscówki i podróż wgłąb Bieszczad. Mam nadzieję, że chociaż trochę poczuliście się jakbyście byli z nami w tej podróży. A już przy następnej relacji zabierzemy Was prosto na Chatkę Puchatka, bieszczadzkie malownicze jeziora, nad zaporę w Solinie oraz w kilka innych pięknych miejsc.

2 komentarze: